Nasze dowcipy PDF Drukuj Email

dowcipy

 
- Jak nazywa się miłośnik wiolonczeli?
- CelloFan.

Idzie perkusista do psychologa i mówi:
- Mam pewien problem.
- Ja...
- Timing.
- .....ki?
Trzy kłamstwa gitarzysty:
- Tak, oczywiście, że ćwiczyłem w domu.
- Oczywiście, że się nastroiłem.
- Nie, nie znam twojej dziewczyny,
Pewna młoda dama wybrała się na spacer nad jezioro. Wtem słyszy jakiś głos. Przed nią siedzi żaba i mówi:
- Witaj! Jestem zaczarowanym trębaczem, jeśli mnie stąd zabierzesz i pocałujesz, będę ci na zawsze oddany!
- No dobrze, ale co ja będę z tego miała?
- Będę dla ciebie grał. Naprawdę pięknie! Jestem zawodowcem!
- Hmmm.... Ok, zabiorę cię stąd, ale nie pocałuję. Z gadającą żabą zarobię dużo więcej niż z trębaczem!
- Ile flecistów potrzeba, aby zrujnować dobrą kompozycję? 
- Co najmniej jednego.

Trębacz przyjmował gości. W pewnym momencie ktoś zapytał, która godzina. Nikt nie mógł znaleźć zegarka, więc trębacz wziął swój instrument, otworzył okno i zagrał bardzo długi i głośny dźwięk. Wnet dało się słyszeć: "Ciszej tam u góry! Przecież już prawie wpół do dwunastej!!!"
Sopranistka  podczas recitalu po pewnym utworze dostała tak olbrzymie brawa, że postanowiła zabisować. Po pierwszym, drugim, trzecim bisie publiczność nadal klaszcze i nie chce jej wypuścić ze sceny. Wreszcie po szóstym bisie mówi:
- Szanowni Państwo! Bardzo się cieszę, że tak hojnie obdarzają mnie Państwo brawami, ale jednak jutro kolejny koncert, później tournee, a głos mam tylko jeden... A proszę powiedzieć - dlaczego aż tyle bisów?
Z publiczności dobiegł głos:
-  Żebyś się w końcu nauczyła!!!

- Jaka jest różnica między klarnetem a granatem ręcznym?
- Żadna. Jak już człowiek go słyszy, to znaczy że jest za późno.
Dyrygent mówi po przesłuchaniu do sopranistki:
- To było piękne, podobało mi się. chciałbym kiedyś panią zatrudnić. Na pewno się odezwę.
Przeszczęśliwa sopranistka na to:
- Wspaniale! Ale chciałam jeszcze o coś zapytać - a co mówi pan tym, którzy się panu nie podobali?
- To samo!
Wiolonczelista i altowiolista stoją na tonącym statku.
Wiolonczelista: Ratunku! Nie umiem pływać!
Altowiolista: Spokojnie. Rób tak jakbyś umiał i wszystko będzie dobrze.

Przychodzi staccato do lekarza i się skarży:
- Panie doktorze. Mnóstwo mam tu takich kropek...
- Na co składa się dziesięć klarnetów?
- Na piękne ognisko!
- Jakie są różnice między tubą a pralką?
- Wibracje pralki są bardziej regularne. Poza tym, to co się stamtąd wydobywa jest czyste.
- Ilu muzyków potrzeba do wkręcenia żarówki?
- Czterech. Jeden staje na drabinie, trzej pozostali piją, dopóki świat nie zacznie kręcić się naokoło nich.

- Co łączy trębaczy z wampirami?
- Zniewalający strach przed krzyżykami.
- Po co kontrabasiście smyczek jak sprzeda kontrabas?
- ... żeby mu było łatwiej w śmietniku grzebać.
- Co rzucić tonącemu basiście??
- Jego wzmacniacz.
- Dlaczego dyrygentów grzebie się na głębokości co najmniej 2,5 metra?
- Bo tak w głębi to mili ludzie są...
Lekarz do muzyka:
- Niestety, zostały panu tylko 2 miesiące życia...
Muzyk:
- Boże, za co ja przeżyję te 2 miesiące?!
Co jest pierwszą rzeczą, jaką mówi basista krótko po tym, jak zadzwoni do drzwi?
"Państwo zamawialiście pizzę?"
Ogłoszenia drobne: "Sprzedam poloneza. Fryderyk Chopin."
Randka.
Chłopak: Księżyc jest dziś taki piękny.
Dziewczyna: Tak, rzeczywiście.
Chłopak: Wiesz co jeszcze jest piękne?
Dziewczyna się rumieni...
Chłopak: Finał adagio w trzeciej symfonii Mahlera! <3
"Właściwie to mam cały weekend wolny i mogę odpocząć" - nie powiedział nigdy żaden muzyk.
Rozmawiają muzycy:
- Kopę lat! Co tam u Ciebie ciekawego?
- A wiesz... Włamali mi się do chaty w zeszłym miesiącu. Ukradli mi masę rzeczy...
- No co Ty? Nie miałem pojęcia!
- No właśnie. A jeszcze dwa tygodnie temu miałem wypadek samochodowy, połamany trafiłem do szpitala.
- Nie gadaj! Nic nie wiedziałem!
- A w zeszłym tygodniu graliśmy z orkiestrą koncert. Miałem solo i wszystko pomieszałem! Kompletnie mi nie wyszło.
- A tak. Słyszałem, słyszałem...

- Jak nazywa się piękna kobieta na ramieniu puzonisty?
- Tatuaż.
- Jak się nazywa roześmiany fortepian?
- Yamahahahahaha!
Facet do znajomego:
- Hurrra!!! Dziś piątek! Ale czekaj czekaj... Nieważne... Jestem muzykiem.
- Dlaczego pod drzwiami stoi śpiewaczka?
- Bo nie wie, kiedy wejść.
Chcesz usłyszeć dowcip o staccato? Nieważne, będzie za krótki.
Pewien perkusista zmęczony tym, że wszyscy się z niego nabijali, postanowił zmienić instrument. Idzie do sklepu i mówi:
- Poproszę tamtą czerwoną trąbkę i ten akordeon. 
Po chwili sprzedawca mówi:
- No dobrze. Może pan wziąć gaśnicę, ale kaloryfer zostaje!
- Ilu dyrygentów potrzebnych jest do wkręcenia żarówki?
- Nikt tego nie wie, nikt na nich nigdy nie patrzy.
- Jak stać się posiadaczem miliona złotych dzięki muzykowaniu?
- Zacząć z dwoma milionami na koncie.
Po próbie dyrygent mówi do orkiestry:
- Proszę państwa - jutro wszyscy o pół tonu wyżej.
- A ja, a ja? - pyta się solistka.
- A pani jak zwykle - proszę nic nie zmieniać!

- Wiesz, zacząłem ostatnio grać na perkusji!
- No co ty? A jesteś w jakimś zespole?
- Nie, nie. Kariera mnie nie interesuje. Po prostu - strasznie mi sąsiad działa na nerwy!
Kiedy męczy mnie jakiś problem zaczynam śpiewać. I wtedy zdaję sobie sprawę, że mój śpiew jest dużo gorszy od mojego problemu.
- Z kogo składa się wokalny kwartet męski?
- Z trzech mężczyzn i tenora.
Dyrygent do trębacza:
- Powinien pan zagrać w lotto. Trafił pan już aż w sześć dźwięków.
- Dlaczego kurczak przebiega przez drogę?
- Żeby uciec od recitalu fagotowego.
- Jak sprawić, aby muzyk miał 2 promile we krwi?
- 3 dni bez alkoholu!

- Czego lubią słuchać krowy?
- Podoba im się każdy gatunek muuuuuuuzyki.
- Dlaczego psy nie tańczą za dobrze?
- Ponieważ mają dwie lewe nogi!
– Co to jest ciąża?
– Ciąża to zemsta dyrygenta – nie chciała grać na skrzypcach, to musi dźwigać bęben...
– Jak kłamią muzycy?
– Jak z nut!
- Jak poprawić aerodynamikę samochodu puzonisty?
- Trzeba zdjąć reklamę pizzy z dachu samochodu.
W małym amerykańskim miasteczku facet otworzył sklep, w którym sprzedawał wyłącznie trąbki i broń. Któregoś dnia do sklepu wchodzi jakiś obcy klient, przechadza się po sklepie, rozgląda… i po chwili pyta:
– Jak panu idzie ten dziwny biznes?
– Dziwny? Dlaczego dziwny?
– No bo sprzedaje pan tylko trąbki i broń.
– I co z tego?
– No dobrze, to niech mi pan chociaż powie, czego sprzedaje pan więcej – trąbek czy broni?
– A tak po równo. Za każdym razem, jak klient kupi trąbkę, to po paru dniach któryś z jego sąsiadów kupuje broń…
Podczas zbiórki kompanii kapral mówi do żołnierzy:
- Ci, co znają się na muzyce - wystąp!
Z szeregu występuje czterech.
- Pójdziecie do kapitana. Trzeba mu wnieść pianino na ósme piętro.
Na koncercie zachwycony słuchacz mówi do żony:
- Ależ ta dziewczyna ma sopran!
-Ty świntuchu! Lepiej posłuchałbyś jak ona śpiewa!!!
Kowalski wybrał się z żoną do teatru na "Jezioro łabędzie" Piotra Czajkowskiego. Balet nie bardzo go jednak interesował, więc sobie... przysnął. Po przedstawieniu pyta żonę:
- Mam nadzieję, ze nikt nie zauważył?
- Na widowni to chyba nie, ale ci na scenie na pewno, bo jak usnąłeś, zaczęli tańczyć na palcach...
Zygmunt i Regina postanowili pójść do opery. Kiedyś w końcu trzeba... Ubrali się odświętnie: on w garnitur, ona w suknię wieczorową. Stanęli po bilety w kolejce pod kasą. Słyszą, jak przed nimi jakiś facet zamawia:
- Tristan i Izolda. Dwa bilety poproszę.
Po chwili Zygmunt mówi do kasjerki:
- Zygmunt i Regina. Dla nas też dwa.
– Jak tancerka chwali smaczny obiad?
– Mówi: paso doble! 

Na murze z tyłu jednego z kościołów widnieje napis:
"Chcesz poczuć przedsmak piekła ? Przyjdź i posłuchaj naszego organisty". 

Po przesłuchaniu tenor pyta dyrygenta:
- Maestro, czy dostanę się do opery?
- Oczywiście! Pod warunkiem, że kupi pan bilet.
Pani pyta w szkole dzieci, czym zajmują się ich ojcowie. I tylko Jasio ociąga się z odpowiedzią, a w końcu mówi, że jego ojciec tańczy na rurze w klubie nocnym. Po lekcjach, gdy dzieci wybiegły z klasy, nauczycielka dopytuje ucznia, czy to rzeczywiście prawda. Ten odpowiada: „Ależ skąd, jest altowiolistą w filharmonii, ale głupio mi się było przyznać przed kolegami!"
Czas na reklamę...
 
reklama
 

- Wiesz wnuczusiu, dziś w radio słyszałam piosenkę z mojej młodości...
- Babcia nie mówi!!! Bogurodzicę grali!?
- Co się stało z gościem, który wypadł przez harfę?
- Leży w szpitalu. Pokoje 25 do 40.
- Jaka jest różnica między puzonem a piłą łańcuchową?
- Na pile łańcuchowej łatwiej improwizować.
- Dlaczego dowcipy o altowiolistach są takie krótkie?
- Aby skrzypkowie mogli je zrozumieć.
- Jaka jest różnica między dźwiękiem klarnetu a kotem w rui?
- Nie ma różnicy, o ile kot jest zdrowy.
- Czego nigdy nie powiesz o człowieku grającym na banjo?
- "O zobacz! To porsche tego kolesia grającego na banjo!"
- Jak nazywa się dwie flecistki grające unisono?
- Kontrapunkt. 

- Jaka jest różnica między saksofonem altowym a kosiarką?
- Wibrato.
- Skąd wiadomo, że przed chwilą na fortepianie grał mężczyzna?
- Nie opuścił klapy.
Żona odkryła w sobie pasję śpiewania. Dołączyła do chóru kościelnego. Tak jej się spodobało, że ćwiczyła wszędzie: w łazience, przed pójściem do łóżka, po przebudzeniu, w kuchni, podczas oglądania telewizji, w czasie śniadania. Za każdym razem, po chwili jej śpiewu mąż wstawał i wychodził na ganek pod pozorem czegoś do zrobienia. Żonę to bolało i ze złością powiedziała:
- O co chodzi? Nie lubisz, jak śpiewam, kochanie?
Mąż na to:
- Och, kotku, uwielbiam twój śpiew, ale po prostu upewniam się, że sąsiedzi wiedzą, że cię nie biję.
- Po co byłemu studentowi skrzypiec smyczek?
- Do poszukiwania jedzenia w śmietnikach.
Po zakończonym koncercie w filharmonii śpiewaczka pyta męża:
- Kochanie, i jak było?
- Skarbie, żebyś ty tak jeszcze złotówkami fałszowała...
Dyrygent podczas próby orkiestry podbiega do pulpitu altowiolistki i nerwowo krzyczy:
- Proszę pani, pani tu ma triolę!!!
Altowiolistka zrywa się z krzesła, szybko otrzepuje bluzkę i woła z rozpaczą:
- Gdzie? Gdzie???
Dyrygent wchodzi na próbę, ale wśród muzyków wielkie zamieszanie i awantura. W końcu pyta dwóch najbardziej zdenerwowanych altowiolistów, co się stało, a jeden z nich odpowiada:
- Rozkręcił mi kołek, rozstroił strunę, a teraz nie chce powiedzieć którą!!!
Rozmawia dwóch przyjaciół:
- Wiesz, ostatnio znów byłem na koncercie w filharmonii i doszedłem do wniosku, że ich altowioliści są jak Beatlesi.
- Co masz na myśli?
-  Nie grają razem od 1970 roku.

Na koncercie jest grany wspaniały utwór, w którym od nastrojowego piana orkiestra powoli przechodzi do coraz głośniejszej muzyki, crescendo, forte, fortissimo dochodzi do punktu kulminacyjnego, w którym następuje raptowne urwanie - ogromnie ekspresyjna pauza. Na sali na moment zapada idealna cisza, w której daje się słyszeć wyraźny szept:
- ...a ja to robię z cebulką... 

Pewien dyrygent w rozmowie stale mówił o sobie, o swoich koncertach i sukcesach. W pewnej chwili się zorientował i mówi:
- Ale przepraszam, ja tak ciągle o sobie. Porozmawiajmy o panu. Jak panu się podobał mój ostatni koncert?

- Kochana żono, może zaśpiewasz coś dla gości?
- Ale oni już przecież zaczynają powoli wychodzić.
- No właśnie... powoli...
Na próbie zdenerwowany dyrygent do altowiolisty:
- Proszę pana! Ile jest nut w trioli, no ile?
- ... pięć...?
Z tyłu koledzy altowioliści krzyczą: "Dać mu szansę! Dać mu szansę!" Dyrygent ulega:
- No dobrze. To proszę spróbować jeszcze raz: ile triola ma nut?
- ... cztery...?
- Dać mu szansę! Dać mu szansę!
- Zapytam jeszcze raz: ile jest nut w trioli?
- ...trzy...?
- Dać mu szansę! Dać mu szansę!

W międzyczasie....
- Witaj w niebie! Oto twoja harfa!
- Witaj w piekle! Oto twój akordeon!
- Które instrumenty są najbardziej spoko?
- Klawesyny.
Przychodzi rozchorowany tenor do lekarza. Puka do drzwi, wychyla się pielęgniarka.
- Dzień dobry. Czy jest lekarz?
- Nie ma - wchodź!
- Jak się nazywa smutny trubadur?
- Trubamoll.
- Jak nazywa się utwór na obój solo?
- Samobój.

- Z jakich dźwięków składa się trójdźwięk masochistyczny?
- Do-sol-mi.

Jak dobrze wiemy, dzieci przynosi bocian. Prawie zawsze. Perkusistów przynosi dzięcioł.
Akademia Muzyczna w Bydgoszczy. Po korytarzu, w przerwie między zajęciami spaceruje dwóch studentów:
- Ale miałem wczoraj traumatyczne przeżycie - mówi jeden.
- Co się stało?
- Byłem świadkiem samobójstwa. Jakiś facet skoczył z dachu wieżowca wprost pod moje nogi.
- Jezu! A jaki był motyw?
- Żadnego motywu nie było. W całkowitej ciszy o ziemię walnął! 

- Janie!
- Słucham Pana, Panie Hrabio.
- Czy możesz przysunąć tu fortepian?
- Tak Panie. Będzie Pan grał?
- Nie, ale zostawiłem tam cygaro. 

Po zademonstrowaniu swych umiejętności kandydatka na śpiewaczkę pyta profesora:
- Czy mój głos ma jakieś szanse?
- Oczywiście! Na przykład, gdy wybuchnie pożar!

Pewna znakomita orkiestra wybrała się kiedyś na tournee po Izraelu. Podczas jedynego dnia wolnego, muzycy postanowili odpocząć, więc wybrali się nad Jezioro Tyberiadzkie, aby tam się poopalać. Tylko jeden z altowiolistów oddzielił się od grupy i zwierza się Bogu:
- Boże! Moi koledzy z orkiestry w ogóle mnie nie szanują! Wyśmiewają mnie na każdym kroku, żartują, nie doceniają. Nie chcę sprzeciwiać się mojemu losowi, ale proszę, Boże, spraw dla mnie ten jeden cud - abym i ja mógł chodzić po wodzie!
Wstaje, podchodzi do brzegu i... zaczyna spacerować po tafli jeziora! Z daleka obserwują go jego koledzy leżący po drugiej stronie jeziora, a koncertmistrz szturcha dyrygenta:
- Ty! Zobacz! Typowe! Nawet pływać nie potrafi!
  - Śpiewam często, ale tylko tak dla zabicia czasu - opowiada pani Kowalska swojej sąsiadce.
- Oj tak! - przyznaje jej rację sąsiadka - Doprawdy istnieją na tym świecie okrutne narzędzia zbrodni!

- Ilu puzonistów potrzeba, aby wkręcić żarówkę?
- Pięciu. Jeden staje na stole i łapie za żarówkę, pozostali kręcą stołem.
Zamożne małżeństwo postanowiło wysłać swoją pociechę na lekcję gry na jakimś instrumencie. W szkole muzycznej pytają:
- Co możecie nam Państwo polecić?
- Na przykład skrzypce - piękny instrument!
- Ile trwa wykształcenie?
- 12 lat.
- Za długo...
- A co powiecie Państwo na trąbkę? Wykształcenie trwa 4 lata.
- Nie, nie, to też za długo.
- To może kontrabas?
- A jak długo trzeba się kształcić?
- A macie Państwo jeszcze coś do załatwienia na mieście czy możecie zostać?
Pewien dyrygent przed każdą próbą zanim rozpoczął pracę wyjmował z kieszeni marynarki małą karteczkę, którą przeczytawszy rozpoczynał próbę. Orkiestra długo zastanawiała się, co to za niezmiernie ważny tekst kryje się na karteczce dyrygenta. W końcu udało się ją wykraść i odczytać napis: "Z lewej skrzypce, z prawej wiolonczele." 
- Najpiękniejsze godziny mojego życia zawdzięczam operze!
- A co? Tak często chodzisz na spektakle?
- Ja nie, ale moja żona chodzi.
Skrzypek zwierza się koledze:
- Wiesz, już tak długo gram na tych skrzypcach... Mój nauczyciel porównał mnie nawet ostatnio do Paganiniego!
- Naprawdę??? Co powiedział?
- Powiedział: "Synu, Paganini to z ciebie nie będzie!"
Dyrygent podczas próby do kontrabasisty:
- Wydaje mi się, że powinien się pan jeszcze raz nastroić.
Kontrabasista się naburmuszył:
- Ale przecież naprężyłem już porządnie wszystkie struny!
Na to altowiolista:
- Kolego! To nie chodzi o to, żeby naprężyć struny, ale żeby skierować kołki w tym samym kierunku!
- Ile symfonii napisał Beethoven?
- Cztery: trzecią, piątą, szóstą i dziewiątą.

Najkrótsza krytyka koncertu znaleziona w gazecie: Jan Kowalski wystąpił w filharmonii z koncertem fortepianowym. Dlaczego???
Czas na dietę modulacyjną...
 
dieta

Na próbie sopranistka mówi oburzona do dyrygenta:
- Maestro! Ależ orkiestra musi grać ciszej, po prostu musi! Przecież jak będą grali tak głośno, to mnie w ogóle nie będzie słychać!
- Proszę mi wierzyć, szanowna pani, wyjdzie to pani tylko na dobre.

Święty Piotr objawił się starszemu muzykowi:
- Mam dwie wiadomości: dobrą i złą. Dobra: po śmierci zostanie pan przyjęty do boskiej orkiestry.  Zła: pierwsza próba jutro o 9.00!

Pewien barman słynął z tego, że doskonale potrafił określić poziom IQ swoich klientów. Gdy przyszedł do niego kiedyś nieznany mu wcześniej mężczyzna, wystarczyło kilka minut rozmowy, aby barman ocenił jego IQ na 140. Zaproponował mu, aby ten dosiadł się do innego klienta siedzącego przy stoliku pod oknem. Długo później jeszcze rozprawiali o fizyce kwantowej i dialektach Indian Ameryki Południowej. Gdy do baru wszedł kolejny mężczyzna, barman określił jego IQ na 90, posadził przy stoliku pod ścianą, gdzie znajdowali się wszyscy fani piłki nożnej i wgapiali się przez wiele godzin w ekran, na którym wyświetlane były mecze. Po rozmowie z kolejnym klientem barman pomyślał: "Ten człowiek musi mieć IQ na poziomie 29!". Wskazał stolik z tyłu sali: "Może zechciałby pan usiąść tam?". Klient zbliżając się do wskazanego stolika przywitał tam zgromadzonych: "A wy gracie na zamkniętych czy otwartych klapach?"
Altowiolista przeszedł na emeryturę i wraca ze swoim instrumentem do domu. Jego żona woła u progu:
- To ty byłeś muzykiem???
- Co jest najlepszą bronią, aby popełnić morderstwo?
- Altówka - nie znajdziesz na niej odcisków palców!
Skrzypek orkiestrowy bardzo dużo palił i od dłuższego już czasu uskarżał się na silny ból głowy. Poszedł więc do lekarza, który wydał jasną diagnozę:
- Pański mózg jest kompletnie zadymiony! Trzeba go oczyścić. Proszę więc zostawić mi tu swój mózg na jakieś trzy tygodnie, a potem przyjść go odebrać i wszystko będzie w porządku.
Skrzypek się zgodził, jednak minęły trzy tygodnie, a on nie zgłosił się po swój mózg. Mijają kolejne dni, tygodnie, miesiące, aż w końcu lekarz przypadkowo spotyka go na ulicy:
- Nie chciałby pan odebrać swojego mózgu?
- Ach! No tak! Mózg! Ale właściwie, wie pan, że już go nie potrzebuję - zostałem dyrygentem!
Pewien altowiolista przed każdym koncertem otwierał w garderobie swoją szafkę, wyjmował z niej tajemniczą karteczkę, czytał ją, odkładał, po czym brał altówkę i smyczek pod pachę i wychodził na scenę. Zdumieni koledzy postanowili się przekonać, co stoi za tym przedziwnym zachowaniem altowiolisty i co widnieje na słynnej kartce. Pewnego razu zakradli się więc do jego szafki, znaleźli kartkę i przeczytali:
- Altówka po lewej, smyczek po prawej.
Rozmawiają muzycy podczas próby orkiestry:
- Ty! Dyrygent tak na ciebie przed chwilą spojrzał, jakby zauważył, że zagrałeś nie ten dźwięk co trzeba!
- Spokojna głowa! Odwzajemniłem się takim spojrzeniem, jakbym zagrał właściwy!

Spotykają się dwaj muzycy popołudniem w hotelu.
- Miałeś już śniadanie?
- Nie, ani łyka.
- Jak sprawić, aby altowiolista zagrał tremolo?
- W odpowiednim miejscu w nutach napisać grubymi, wyraźnymi literami: "SOLO".
Złe dobrego początki...
poczatki
Spotykają się altowiolista i koncertmistrz w żołądku dyrygenta. Koncertmistrz zdziwiony pyta:
- A ty jak się tu dostałeś???
- Normalnie no... Dyrygent się zdenerwował i mnie pożarł. A ty?
- A nie... ja od tej drugiej strony...
- Dlaczego dudziarze chodzą podczas gry?
- Próbują uciec przed dźwiękiem.
- I jak było na tej Twojej trasie koncertowej?
- A, w porządku. Tylko w Gdańsku była pusta sala...
- No wiadomo! Tam już wcześniej śpiewałeś!
Plotkują dwie mamy:
- Mój syn jest wielkim artystą! Jak chwyci za skrzypce, wszyscy oniemiali słuchają w zachwycie!
- To powinna pani posłuchać mojego syna! On jak zaczyna grać, to tysiące ludzi zapominają o pracy, rzucają wszystko i w końcu czują się wolni!
- Jasny gwint! To na czym on gra?
- A.. obsługuje syrenę w fabryce, gdy czas na przerwę...
- Jak sprawić, aby perkusista przestał grać?
- Dać mu nuty.
Trzech mężczyzn idzie do nieba. U bram niebios św. Piotr pyta:
- Kim byłeś na ziemi?
- Lekarzem - odpowiada pierwszy. 
- Dobrze. W takim razie prosto przez marmurowy portal. A Ty? Kim byłeś?
- Nauczycielem.
- W porządku. Proszę przez marmurowy portal. A Ty?
- A ja muzykiem... - zabrzmiała nieśmiała odpowiedź.
- Ok. W takim razie w prawo do tylnego wejścia, przejść obok komórki z mopami, a potem przez kuchnię!
- Co powstaje ze skrzyżowania akrobaty z aktorem?
- Dyrygent.

Pewien pianista wywiesił na klatce schodowej kartkę: "Sprzedam pianino". Już po kilku godzinach pojawił się dopisek: "Nareszcie!"
Tonie statek pasażerski. Trzy rekiny już oblizują paszcze.
- Ja wezmę sobie jakiegoś grubiutkiego bankiera - mówi pierwszy, gdy drugi pożera już jakąś puszystą damę.
- A ja - mówi trzeci - wezmę sobie jakiegoś muzyka z orkiestry.
- Ale jak to? - dziwią się pozostali - Przecież muzycy to takie chudziny!
- No tak, ale ta wątroba...!

- Jaka jest różnica między śpiewaczką operową a żmiją?
- Żmija nie używa szminki.
Przychodzi tenor do lekarza, wokół szyi 3-metrowy szal.
- Doktorze! Pomocy... Dziś śpiewam...w operze.. gardło w rozsypce!
- Spokojnie, spokojnie.  Niech pan najpierw usiądzie i powoli policzy do 20.
 Tenor patrzy bezradnie na lekarza: - Bez suflera...?
- Gdy pies i dyrygent zostaną przejechani przez samochód, co rozróżnia te dwa wypadki?
- Przy psie widać ślady hamowania. 

Pewien mężczyzna postanowił kupić sobie papugę. 
- Ta zielona jest ładna. Ile kosztuje? - pyta.
- Piękny ptak! - mówi sprzedawca - I taki muzykalny! Ma w swoim repertuarze pięć koncertów fletowych! Koszt: 800 złotych.
- Trochę za drogo... A może ta czerwona?
  - No niestety, ta jest jeszcze droższa, zna aż 10 koncertów skrzypcowych.
- A co z tą niebieską?
- Ta jest najdroższa - 2000 złotych.
- Aha, a co takiego umie?
- Właściwie to nic. Ale pozostałe mówią na nią "Maestro".
- Dlaczego altowiolista nie wejdzie na cmentarz?
- Za dużo krzyżyków.
Najkrótszy dowcip o altowiolistach: "Altowiolista poszedł na lekcję muzyki."

W bufecie pewnej filharmonii spotyka się dwóch muzyków.
- Czytałem Twoją biografię. Kto ci ją tak ładnie napisał?
- Może lepiej się przyznaj od razu, kto zgodził się ją dla ciebie przeczytać?
Mężczyzna wchodzi do antykwariatu, gdzie jego uwagę zwraca wypchany szczur. Kupuje go i idzie do domu, jednak nagle po drodze zauważa, że podąża za nim żywy szczur. Za kolejnym rogiem dołącza następny, za chwilę kolejny i tak po jakimś czasie biegnie za nim cała chmara gryzoni. On biegiem rusza w kierunku kanału, gdzie w ostatniej chwili wyrzuca do wody swojego wypchanego szczura, śledzące go stadko wskakuje do wody i się topi... Mężczyzna wraca więc do antykwariatu i pyta: "Nie macie przypadkiem wypchanego altowiolisty...?"
Krótka lekcja historii muzyki. "Tristan i Izolda" to opera Wagnera. Gdy zacznie się o szóstej, to patrząc trzy godziny później na zegarek, okaże się, że jest dwadzieścia po szóstej.
W dobie dzisiejszej zaawansowanej technologii...
 
fortepian
- Z czym podczas koncertu muszą walczyć waltorniści?
- Pierwszy waltornista walczy z wysokością dźwięku, drugi z intonacją, trzeci z liczeniem pustych taktów, zaś czwarty walczy ze snem.

 - Dlaczego kobziarze maszerują podczas gry?

- Ponieważ poruszający się cel trudniej jest utrafić.


Kompozytor do swojego wydawcy:

- A tą kołysankę komponowałem całe 12 miesięcy.

- Ale to przecież niesamowicie długo!

- Widzi Pan, ale za każdym razem, gdy tylko zabierałem się do dalszej pracy, od razu zasypiałem!


Ogłoszenie w gazecie: "Kwartet smyczkowy poszukuje wiolonczelisty oraz dwóch skrzypków"


- Hej Zenek! Słyszałem, że zapisałeś się do chóru! Jako tenor, a może bas?

- Nie, nie. Jako dobra wymówka!


- Największe kłamstwo dyrygenta podczas próby orkiestry?

- "Spróbujmy ten fragment jeszcze raz."


- Ile symfonii napisał Bruckner?

- Jedną, ale za to dziesięć razy.


Po północy jeden z lokatorów dobija się do drzwi sąsiada:
- Panie, przestań pan wreszcie grać na tej piekielnej trąbce, bo zwariuję!
- Za późno. Przestałem grać pół godziny temu. 


Trzech największych dyrygentów na świecie kłóci się o to, który z nich jest najwspanialszy.

 - Mnie krytycy muzyczni we wszelkiej prasie określają mianem "największy"! - mówi pierwszy.

- Mnie objawił się niedawno sam Bóg i powiedział, że to ja jestem najwspanialszym dyrygentem - odpowiada drugi. Na to trzeci:

- Co tam ci niby powiedziałem...?


Solista na próbie:

- Panie Kapelmistrzu, orkiestra gra tak głośno, że sam siebie nie słyszę.
Na to dyrygent:
- W takim razie ma pan dużo szczęścia!



Coś a' propos walca wiedeńskiego...

 

wal(e)c


- Wydaje mi się, że już mnie nie kochasz — mówi żona do męża - Dawniej potrafiłeś cały wieczór trzymać mnie za ręce. A teraz...
- Moja droga, od czasu jak sprzedaliśmy pianino nie ma takiej potrzeby.


- Jak rozpoznać prawdziwego melomana?

- Prawdziwy meloman słysząc piękny śpiew dochodzący z łazienki do dziurki od klucza przyłoży ucho.


Burmistrz pewnego miasteczka dostał niegdyś bilety na koncert, podczas którego wykonywana była "Symfonia niedokończona" Schuberta. Niestety zatrzymały go obowiązki i oddał bilety urzędniczce z wydziału spraw organizacyjnych miasta. Następnego dnia burmistrz pyta pracownicę, jak podobał jej się koncert, lecz zamiast odpowiedzieć, urzędniczka przedstawiła sprawozdanie, w którym zawarła, co następuje:
- Przez znaczną ilość czasu czterej oboiści siedzieli bezczynnie. Ich partie powinny zatem zostać usunięte.
- Wszystkich dwunastu skrzypków grało te same dźwięki. To niepotrzebna podwójna praca. Liczba pracowników tejże grupy powinna zostać drastycznie zredukowana. Jeśli faktycznie zajdzie potrzeba uzyskania dużego wolumenu brzmienia, można osiągnąć go poprzez zastępstwo przez urządzenia elektroniczne.
- Znaczną energię pracy pochłania także wykonywanie trzydziestodwójek. Jest to niepotrzebne ulepszenie. Zalecałoby się zaokrąglić długość wszystkich dźwięków. Po zrealizowaniu tejże uwagi możliwe stałoby się zatrudnianie wolontariuszy oraz mniej wykwalifikowanych muzyków pomocniczych.
- Wreszcie, niepotrzebne jest to, aby waltornie powtarzały wszystkie pasaże, które wykonane zostały już przez inne instrumenty. Gdyby w tym zamyśle wykreślić wszystkie nadmierne pasaże, koncert mógłby zostać skrócony z 25 do 4 minut.
Gdyby Schubert miał na uwadze powyższe, znalazłby się może w sytuacji, w której dokończenie symfonii byłoby jednak możliwe.


- Już pan wie, jak się liczy na 7/8? - pyta dyrygent perkusisty.

 - Oczywiście - odpowiada - Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, sie-dem!


 

Ritardando (skrót rit.) - zwalniając, opóźniając.

 

ritardando


Zdenerwowany dyrygent zwraca się do klarnecisty na próbie:

- To solo słyszałem już w lepszym wykonaniu!

- Owszem, ale na pewno nie w moim!


- Co robi tenor gdy deszcz stuka o okno?

- Zaczyna się kłaniać.


- Czego oczekuje się od altowiolisty na przesłuchaniach do orkiestry?

- Powinien umieć nastroić się z pamięci.


- Po czym rozpoznać drugiego skrzypka?

- Po zardzewiałej strunie e.


Co należy zaśpiewać gościom, którzy odwiedzają nas nieoczekiwanie w święta?
- "Czym prędzej się wybierajcie..."
Jaką kolędę nucą niemowlęta?
- "Dzisiaj w bet...lejem."
Jaka jest ulubiona kolęda policjantów?
- "Cicha noc".
Jaka jest ulubiona kolęda bywalców izby wytrzeźwień?
- "W żłobie leży, którz pobierzy..."
A jaka jest ulubiona kolęda pracowników izby wytrzeźwień?
- "Lulajże Jezuniu...".


- Ilu potrzeba tubistów, aby wkręcić żarówkę?
- Pięciu. Jeden trzyma żarówkę, a pozostali dmuchają tak długo, aż pokój zacznie się obracać.


- Dlaczego fortepian koncertowy jest lepszy od pianina domowego?

- Ponieważ zrobi większe "bum", gdy się go zrzuci z klifu.


- Dlaczego muzyk musi wstawać o szóstej?

- Ponieważ o wpół do siódmej zamykają sklepy.


- Dlaczego o altach jest tak niewiele dowcipów?

- Na niektóre tematy nie można żartować...


- Czym jest altowiolista w kwasie solnym?

- To rozwiązany problem.


Rozmawiają dwaj policjanci:

- Słuchaj. Tam za rogiem leży facet i śpiewa. Może to artysta?

- To weź idź i sprawdź, czy z nim do izby czy na festiwal!


- Który instrument jest dziewicą wśród instrumentów?

- Kontrabas - symbolizuje wieczną walkę o czystość.


Do puzonisty po koncercie podchodzi słuchacz:
- Panie, ja jestem ślusarz i strasznie się męczyłem patrząc, jak Pan sobie próbuje poradzić. Panie - to się musi dać wyciągnąć!!!


 Spotyka się dwóch muzyków:

- Wiesz, założyłem ostatnio kwartet.

- Taak? To ilu was tam gra?

- No, trzech.

- A kto?

- Ja i mój brat.

- To ty masz brata???

- Nie, a dlaczego pytasz?


Siedzi muzyk w barze, a obok niego facet. Też biedny.


- Grywa pan na fortepianie, panie hrabio?

- Owszem, ale nie przepadam.

- Ależ dlaczego?

- Karty się ślizgają.


- Przez ulicę przechodzą dyrygent i altowiolista. Którego należałoby najpierw przejechać?

- Altowiolistę. Najpierw obowiązek, potem przyjemność.


- Mamusiu, dlaczego ten pan z przodu tak grozi tej pani tym kijkiem?

- On jej nie grozi, kochanie, on dyryguje.

- Skoro nie grozi, to czemu ona tak krzyczy?


  Akordeonista podjeżdża pod kawiarnię swoim samochodem i pozostawia instrument w aucie. Po godzinie wraca i patrzy z przerażeniem, że ma wybitą szybę. Podchodzi bliżej, a tam mu ktoś do środka wrzucił drugi akordeon...


- Co to jest baryton?

- Coś pomiędzy tenorem a człowiekiem.


Muzyk amator pisze do czasopisma muzycznego:

"Zawsze, gdy gram na puzonie, wyje pies mojej sąsiadki. Co robić?"

Odpowiedź: "Niech spróbuje zagrać Pan coś, czego pies nie zna. Może zacznie słuchać."


Filharmonia. Elegancko ubrany pan mówi do sąsiadki:

- Ale akustyka jest tu doprawdy bardzo nieciekawa.

- Teraz jak pan powiedział, to ja też poczułam! Strasznie śmierdzi!


- W czym problem, gdy z dużej góry piasku wystaje kapelusz cowboyski i gryf od banjo?

- Za mało piasku!


- Co robi się z martwym altowiolistą przy pierwszym pulpicie?

- Sadza się go do drugiego.


- Ile inteligentnych wokalistek wejdzie do budki telefonicznej?

- Wszystkie!


- Ile razy z dowcipu śmieje się waltornista? Raz: kiedy go usłyszy.

- Ile razy z dowcipu śmieje się trębacz? Dwa razy: kiedy go usłyszy i kiedy go zrozumie.

 - Ile razy z dowcipu śmieje się tubista? Trzy razy: kiedy go usłyszy, kiedy mu się go wytłumaczy i kiedy go zrozumie.

- Ile razy z dowcipu śmieje się perkusista? Wcale. Zaczyna się kłócić, bo myśli, że wszyscy śmieją się z niego.


- Kiedy mówimy o chromatyce?

- Kiedy altowiolista kilkakrotnie próbuje zagrać jeden i ten sam dźwięk.


Teksański milioner postanawia, że jego syn zacznie naukę gry na skrzypcach. Zatem zamawia z Londynu najlepsze skrzypce. Tam wyszukują dla niego najwspanialszego Stradivariusa i wysyłają do Teksasu z rachunkiem na kwotę 650 tysięcy dolarów. Tydzień później skrzypce wracają jednak do Londynu z pretensją: "Za taką kasę spodziewałbym się co najmniej nówki!"


 Wpadają na siebie ślepy króliczek i ślepy wąż. 

- Ach, przepraszam! Nie zauważyłem cię, bo tak prawdę mówiąc to jestem ślepy!

- Nic się nie stało. Ja też jestem ślepy!

Żeby się lepiej poznać, postanowili wyczuć na dotyk, jaki kto jest.

- Jesteś ciepły i miękki... a te uszy! Musisz być króliczkiem!

- A ty taki zimny i obślizgły... Musisz być dyrygentem!


Waltornista stoi u szczytu góry w Tatrach i zaczyna grać. Najpierw f. Jednak echo rozbrzmiewa fis. Zdumiony gra c. Echo wraca z cis! Próbuje jeszcze raz: g. A echo: gis. Patrzy do góry, a tam Giewont. A na nim krzyż.


- Kto jadąc na rowerze trzyma przednie światełko skierowane na siebie?

- Sopranistka.


Kowalski chciał kupić synowi fortepian. Sprzedawca wskazuje na jeden z fortepianów w sklepie i mówi: 

- Jeśli kupi pan ten model, dostanie go pan za połowę ceny katalogowej.

- Dobrze. W takim razie, ile kosztuje katalog?


- Dlaczego w niebie nie ma fortepianu?

- Bo wszystkie klawisze wykorzystywane są w piekle na budowę akordeonu.


- Co począć z "dęciakiem", który nie potrafi grać?

- Dać mu dwie pałeczki, posadzić z tyłu i powiedzieć, że od teraz jest perkusistą. 

- Co zrobić, gdy z tym też sobie nie radzi?

- Zabrać mu jedną pałeczkę, postawić z przodu i powiedzieć, że od teraz jest dyrygentem.


- Jak sprawić, żeby oboista zagrał dźwięk as? 

- Należy wyjąć baterie z jego Korga.


Co wspólnego mają ze sobą wyrostek robaczkowy i saksofonista?

- Mogą powodować wielki ból.

- Nikt za nimi nie tęskni, gdy już ich nie ma.

- Przede wszystkim - nikt nie wie, po co właściwie są.


 Tenor to nie rodzaj głosu męskiego - to diagnoza.


- Co to jest: szybki waltornista na pustyni?

- Fatamorgana.


- Dlaczego rzuciłeś skrzypce i grasz teraz na fortepianie?

- A spróbuj tylko położyć na skrzypcach piwo!


- Co ten człowiek dzisiaj dyryguje?

- Nie wiem, co dyryguje, ale my gramy piątą Beethovena.


- Ilu basistów potrzeba do wkręcenia żarówki?

- Żadnego. Pianista zrobi to nie odrywając lewej ręki od klawiatury!


- Jak powstała altówka?

- Ktoś naciągnął kiedyś struny na futerał od skrzypiec.


Na drzwiach prowadzących do pewnej sali koncertowej ktoś wywiesił kartkę: "Zakaz wprowadzania psów!". Po koncercie szybko znalazł się tam podpis: "Obrońcy Praw Zwierząt".


Dwóch skrzypków siedzących przy jednym pulpicie miało do zagrania długi pasaż z tremolo na końcu. Grają to tremolo i grają, aż w pewnym momencie jeden z nich pochyla się do sąsiada i pyta:

- Gdzie jesteśmy?

- Tego to ja też nie wiem! Ale za 10 minut kończy się utwór!


- Jaka jest różnica między kluczem altowym a łaciną?

- Niektórzy dyrygenci znają łacinę.


Para wybrała się do psychologa małżeńskiego. Ich małżeństwo legło w gruzach, ponieważ nigdy ze sobą nie rozmawiali. Psycholog próbuje sprowokować ich do wspólnej rozmowy, jednak małżonkowie siedzą z ramionami skrzyżowanymi na piersiach i milczą. Kolejne próby nie dają efektu. W końcu psycholog wyciąga gitarę basową i zaczyna grać solo. Małżonkowie natychmiast odwracają się ku sobie i zaczynają prowadzić konwersację, pierwszy raz od wielu miesięcy.
- Jak u licha udało ci się to zrobić?! - pytają później koledzy z poradni.
- To proste - odpowiada psycholog - wszyscy rozmawiają podczas solówek na basie. 


Na scenie dwóch muzyków: ślepy i głuchy. Ślepy pyta:

- Tańczy już ktoś?

- A zaczęliśmy już grać?


- Co?? Kupiłeś sobie samochód? Myślałem, że jesteś spłukany!!!

- No tak, ale oddałem za ten samochód moją trąbkę. 

- I co? Sprzedawca samochodów się na to zgodził?

- No tak - mieszka zaraz nade mną.


- Jaka jest różnica między skrzypcami a altówką?

- Skrzypce można nastroić.


- Dlaczego perkusista to taki fajny zawód?

- Bo to już nie techniczny, ale jeszcze nie muzyk.


Grupa terrorystów porwała autokar pełen waltornistów. Gdy przekazywali policji listę swoich żądań zastrzegli, iż w przypadku zignorowania ich instrukcji co godzinę będą... wypuszczali jednego waltornistę na wolność.


- Dlaczego altowioliści nigdy nie chorują na grypę?

- Nawet wirus ma swój honor!


- Czym się różnią skrzypce od kontrabasu?

- O tym najlepiej niech opowie jedyny ocalały muzyk z Titanica...


- Dlaczego altowioliści nie mogą bawić się w chowanego?

- Bo kto tam chciałby ich szukać...?


Tylko Chuck Norris potrafi zagrać powyżej 1. pozycji na altówce!


- Dlaczego waltornia jest boskim instrumentem?

- Co prawda człowiek w nią dmucha, ale jedynie Bóg raczy wiedzieć co z tego wyniknie.


- Ile optymalnie powinien ważyć dyrygent?

- Ok. 2,5kg (wliczając urnę)


Jeśli muzyk trzyma pion, to i podobno poziom utrzyma!


- Dlaczego goryle nie grają na trąbce?

- Ponieważ są zbyt wrażliwe.


- Pani syn nie powinien chodzić na lekcje gry na skrzypcach. On nie ma za grosz słuchu – mówi nauczycielka.
Na to mama:
- On nie ma słuchać, on ma grać! 

- W takim razie niech go pani zapisze na altówkę!


- Dlaczego serca dyrygentów znakomicie nadają się na przeszczep?

- Ponieważ są prawie nieużywane!


 Pewien muzyk urządził u siebie parapetówę. Nazajutrz kolega, którego nie było na imprezie, pyta:
- No i jak?
- Super! Słuchaj, jakie Zenek ma mieszkanie, okna, drzwi, dywany - kurka, nawet sedes ma złoty.
- Eeeno, coś kręcisz - jak to złoty?
- No mówię Ci, chcesz to idziemy do niego i Ci pokażę.
Poszli. Dzwonią do drzwi - otwiera żona.
- Dzień dobry, jest Zenek?
- Śpi.
- Bo ja chciałem tylko koledze pokazać ten złoty sedes...
- Zeneeeek, wstaaawaj, przyszedł ten, co Ci wczoraj narobił do waltorni!!!

Orkiestra pakuje się po piątkowej, popołudniowej próbie, po której trębacz wychodzi jako ostatni. Zmierza w kierunku drzwi i spotyka przy nich dyrygenta, który życzy: 

- Baw się dobrze w ten weekend! - na co wściekły trębacz odpowiada:

- Ty nie będziesz mi mówił, co mam robić!


- Jak sprawić, żeby skrzypce brzmiały jak altówka?

- Usiąść z tyłu i nie grać.


- Jaka jest różnica między altówką a trampoliną?

- Nie trzeba zdejmować butów, żeby poskakać sobie na altówce.


- Jaka jest różnica między sopranistką a terrorystą?

- Z terrorystą można negocjować.


Definicja kwartetu smyczkowego: dobry skrzypek, zły skrzypek, były skrzypek i ktoś kto nie cierpi skrzypków. Zbierają się po to, aby ponarzekać na kompozytorów.


 Altowiolista umiera i idzie do nieba. Przy wrotach niebieskich wręczona zostaje mu przepiękna, nowa altówka, z którą zaproszony zostaje do Niebiańskiej Orkiestry, która właśnie zaczyna próbę. Wchodzi do sali, a tam największa orkiestra jaką kiedykolwiek widział – 496 skrzypków, 365 altówek, 269 wiolonczeli, 129 kontrabasów, 18 fletów, 15 klarnetów, 12 obojów, 10 fagotów, 8 waltorni, 6 trąbek, 3 puzony i…. tuba. Siada przy pulpicie jako 366. altowiolista i wtedy właśnie wychodzi dyrygent – Bóg we własnej osobie! Podnosi batutę, a orkiestra zaczyna wydawać najpiękniejsze dźwięki jakie kiedykolwiek słyszał nowy altowiolista. Nagle Bóg patrzy prosto na niego, a za chwilę przechyla się groźnie w stronę coraz bardziej przerażonego altowiolisty, wskazuje na niego batutą i krzyczy: „Puzony! Za głośno!”


Pewien amator przygód postanowił zrobić sobie wakacje i wybrać się na jakąś egzotyczną, małą wyspę na Pacyfiku, zamieszkaną jedynie przez tubylców, gdzie cywilizacja jeszcze nie dotarła. Podpływa swoim małym stateczkiem do tej bajecznej wyspy i już z daleka słyszy bębny. Myśli: "Jak osobliwie! To na pewno tubylcy biorący udział w jakimś starożytnym rytuale z bębnami!" Minęło kilka godzin, ale bębnienie nie ustawało. W końcu podróżnik pyta się tubylca, dlaczego, a ten patrzy się na niego z przerażeniem i z krzykiem ucieka. Podróżnik dochodzi do wniosku, że był zbyt wścibski i nie będzie więcej zadawał tubylcom natrętnych pytań, aby ich znów nie urazić. Jednak gdy po paru dniach nadal słyszy bębny, mimo wszystko pyta się kolejnego tubylca, kiedy skończy się bębnienie i sytuacja się powtarza - tubylec ucieka z krzykiem. Po kolejnych dwóch dniach sytuacja jest już nie do zniesienia i podróżnik zmusza jednego z tubylców, by odpowiedział mu na jego pytanie, dlaczego bębnienie nie ustępuje:

- Ponieważ gdy bębny skończą, zacznie się solo saksofonu!


- Jak sprawić, aby wiolonczela piękniej brzmiała?

- Sprzedać ją i kupić skrzypce.


- Jaka jest definicja dżentelmena?

- To ktoś, kto wie, jak grać na akordeonie, ale tego nie robi.


Pewna orkiestra wyruszyła kiedyś na 4-tygodniowe tournee po Europie. Niestety w pierwszych dniach zachorował dyrygent, a był niesłychany problem, aby znaleźć zastępstwo. Ostatecznie jeden z altowiolistów zgłosił się na ochotnika, mówiąc że on potrafiłby zadyrygować. Wszystko poszło jak z płatka i orkiestra wróciła do swojej sali, a altowiolista do swojego pulpitu. Na pierwszej próbie kolega z pulpitu patrzy na niego i mówi:

- O! Jak miło cię widzieć! Gdzie byłeś przez ostatnie cztery tygodnie...?


Pewien skrzypek miał kiedyś straszny koszmar. Śniło mu się, że gra preludium do "Tristana i Izoldy" Wagnera. Potem się obudził i okazało się, że faktycznie je gra...


Bileterka do dwojga spóźnionych na koncert słuchaczy:

 - Proszę tylko być cicho!

- Jak to cicho? Wszyscy już śpią?


- Jaka jest różnica między cebulą a obojem?

- Nikt nie płacze, kiedy kroi się obój.


– Dlaczego na płycie CD nie słychać partii altówki?
- Ponieważ nagranie cyfrowe eliminuje szumy.


- Jeśli z dachu wysokiego budynku zrzuci się arbuza i dyrygenta, to co szybciej spadnie?

- Kogo to obchodzi? Ważne, żeby spadło!


- Czy ja pana już gdzieś nie widziałem...? - zapytał sędzia patrząc na oskarżonego.

- Tak, Wysoki Sądzie - odpowiedział oskarżony z nadzieją w głosie - Zeszłej zimy dawałem Pana synowi lekcje gry na skrzypcach.

- Ach tak! - przypomniał sobie sędzia - Dwadzieścia lat!!!


- Jaka jest różnica między muzykiem a pizzą?

- Pizza może wyżywić 4-osobową rodzinę.


- Jaka jest różnica między nagłośnieniowcem a Bogiem?

- Bóg nie myśli, że jest nagłośnieniowcem.


- Jaka jest różnica między dyrygentem a waltornistą?

- Dwa takty.


- Do czego przydaje się płonący obój?

- Do podpalenia fagotu.


Zmęczony klarnecista wraca po próbie do domu, gdzie jego żona próbuje położyć ich dziecko spać. Zniecierpliwiona mówi w końcu do męża:

- Słuchaj! On nadal nie może zasnąć! Może Ty spróbowałbyś go uśpić?

- Dobrze... O! Mam pomysł! Zagram mu kołysankę na klarnecie!

- Wiesz, może spróbuj najpierw po dobroci...?


Kaszlenie w domu przed telewizorem sprawia tylko połowę przyjemności, jaką daje kaszlenie podczas koncertu w Filharmonii. 


- Mamo! Mamo!!! Jak dorosnę, chciałbym zostać gitarzystą!

- Daj spokój, kochanie, nie można mieć tych dwóch rzeczy na raz!


-Jak sprawić, aby dwóch flecistów zagrało w idealnym unisonie?

- Zastrzelić jednego z nich.


Puzonista i akordeonista grają na imprezie sylwestrowej w lokalnym pubie. Mnóstwo ludzi, lokal pęka w szwach, wszyscy świetnie się bawią. Po północy do muzyków podchodzi właściciel pubu i mówi:

- Byliście rewelacyjni! Wszyscy was tu kochają! Słuchajcie, może moglibyście powtórzyć to za rok na kolejnej imprezie sylwestrowej?

Muzycy patrzą po sobie, potem na właściciela pubu i puzonista odpowiada:

- Jasne, bardzo chętnie. W takim razie, możemy przechować tu swoje rzeczy?


Przedszkolak pyta kolegę:
- Co dostałeś na gwiazdkę?
- Trąbkę.
- Łee... Myślałem, że dostaniesz coś lepszego!
- To super prezent! Teraz codziennie zarabiam złotówkę!

-Jak to?

- Tata mi daje, żebym nie grał.


Przyjęcie. Jeden z gości podekscytowany pyta drugiego:

-Przepraszam! Czy to prawda, że na tym przyjęciu jest kuzynka Bacha?

- Tak zgadza się, jest.

- A.. czy mógłbym ją może poznać..?

- Jasne! - i krzyczy głośniej - Ej! Bacha! Chodź no tu!


Szedł Jezus i uzdrawiał ludzi. Niewidomemu przywrócił wzrok, do sparaliżowanego powiedział: "Wstań i idź", a on zaczął chodzić. Nagle Jezus zobaczył mężczyznę siedzącego pod drzewem i płaczącego. Podszedł do niego i zapytał:

- Co ci jest? Pomogę ci!

- Jestem altowiolistą!

Na to Jezus usiadł obok i też się rozpłakał.


- Czy muzyk potrafi grać na trzeźwo?

- Pewnie potrafi, ale po co ryzykować...?


- Po czym poznać, że do drzwi puka perkusista?

- Puka nierówno.


- Jaki jest najkrótszy dowcip o muzykach?

- Przechodzą dwaj muzycy obok knajpy.


- Dlaczego nie gramy na moście?

- Bo most to nie instrument.


 - Kiedy obój wydaje z siebie najpiękniejszy dźwięk?

- Gdy tak pięknie, delikatnie trzeszczy w kominku.


 Po koncercie do kontrabasisty podchodzi jego żona (niemuzyk) i pyta:
- Słuchaj, czemu oni tak szybko przebierają na tych instrumentach,

a ty cały czas trzymasz palec na jednym dźwięku?
- Widzisz kochanie - odpowiedział kontrabasista - bo oni wciąż jeszcze szukają, a ja już znalazłem.


- W karty grali: Myszka Mickey, Kaczor Donald, dobry altowiolista i zły altowiolista. Kto wygrał?
– Oczywiście - zły altowiolista, bo reszta to postacie fikcyjne.

– Co robi skrzypek siedzący w pierwszym pulpicie, gdy straci palec?
– Przechodzi do drugiego pulpitu
– A co robi, gdy straci rękę?
– Przechodzi do altówek.
Spotykają się dwaj muzycy i jeden mówi do drugiego:
– Wiesz, wydałem płytę!
– Super, a ile sprzedałeś?
– Eee, niewiele - dom, samochód...
Rozmawiają dwa korniki.
- Smakuje normalnie...
- A czego się spodziewałeś?
-...Ludzie mówią, że to Stradivarius...

- Dlaczego dzwonek kiksuje?
- Ponieważ przy drzwiach stoi waltornista.
 
       

© orkiestra.bydgoszcz.pl 2006